Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zibi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zibi. Pokaż wszystkie posty

24 sie 2008

Dwarves - The Dwarves Must Die (2004)

Punk rockowe napierdalanie, piosenki o waleniu, kazirodztwie, sodomii, ćpaniu, sraniu na klatę i Salt Lake City. Do tego gołe dupy na okładkach płyt, blowjoby na koncertach, oraz prasowe żarty o zasztyletowaniu gitarzysty. Być może wokalista Blag Dahlia jest znany tylko z tego, że dostał solidny wpierdol od Josh’a Homme’iego za kawałek „Massacre”. Pikanterii dodaje fakt, ze basistą grupy bywa Nick Olivieri, wyrzucony przez rudego z QOTSA. Wydali ok. tysiąc pińcet albumów, ja polecam The Dwarves Must Die (choćby tylko po to, by zobaczyć za co Dahlia oberwał butelką – ponoć). 

Trzon zespołu stanowią pierdolnięty Blag Dahlia, oraz niemal martwy HeWhoCannotBeNamed. Uzupełniają ich gitarzysta Fresh Prince of Darkness, oraz syn marnotrawny, bębniarz Gregory Pecker (występujący pod pseudonimem Gnarlie Watts). Ktoś tam jeszcze gra na basie.

Na płycie znajduje się 15 szybkich kawałków o różnorodnej i bogatej tematyce. Radzę zwrócić szczególną uwagę na takie perełki jak „Salt Lake City”, „Massacre”, „Runaway", „Christ on a Mic”, „The Dwarves Must Die”.

Niestety nie pamiętam co robił Smoku, gdy poznawałem ich chorą twórczość, mimo to, polecam każdej osobie, która nie szuka Zeppelinów w nowopoznanych grupach. Radzę traktować jako muzyczną ciekawostkę, którą warto znać, czasem puścić na odmulenie, albo pomęczyć ludzi na imprezie.

Stąd można ukraść

Nie wiem gdzie w kraju można kupić.

13 sie 2008

Time Lapse Consortium - Live at the Roxy Theatre (2003)

Time Lapse Consortium to projekt powstały z inicjatywy Mike’a Einzigera, gitarzysty kalifornijskiego Incubus. Sformowany został w 2003 roku, a na swym Myspace określają się funk/jazz/muzyka psychodeliczna. Jako, że nie potrafię ich twórczości lepiej określić, oraz nie lubię szufladkowania, przytaczam w/w. Einziger, któremu za inspirację służyli tacy panowie jak Quincy Jones, Esquivel, Sergio Mendes, nosił się z ideą projektu dość długo. Nie można mu się dziwić, prawdziwą kasę trzepie nagrywając i koncertując ze swą rodzimą kapelą. Ostatecznie zebrał Bena Kenney’a na basie (ówcześnie gitarzysta The Roots, w 2003 zasila Incubus), Jose Pasillasa za perkusją (znany z bębnienia we wspomnianym Incubusie), Neala Evansa na organach, oraz Suzie Katayamę, która odpowiadała za smyczki (pomagała nagrywać Morning View). Po trzech dniach prób wesoła gromadka zagrała koncert w Roxy Theater w Hollywood (a co!). Ktoś to wszystko ładnie nagrał, następnie wydał 10000 krążków. Rzecz jasna nie można już nigdzie kupić tej płytki, dlatego ją ukradłem, a nawet namawiam do tego innych. 

Nie ma większego sensu opisywać każdego kawałka (nawet bym nie potrafił), na nieco więcej uwagi zasługuje „A Certain Shade of Green” w zuuupełnie innej aranżacji niż ta, którą można usłyszeć na S.C.I.E.N.C.E. Incubusa. Polecam szczególnie osobom, które nie potrafią słuchać Brandona Boyda. Pomimo niewielkiego przygotowania do występu, ekipa nagrała kawałek dobrej muzyki, zupełnie innej niż można by się spodziewać patrząc na skład formacji.
 
 
Słuchać, nie pierdolić!
 
Ściągamy stąd.