
Choć The Mary Onettes nie odkrywają niczego nowego, potrafią zrobić dobrze swoimi dźwiękami. Nie raz zastanawiałam się, jak to jest, że zamiast słuchać dobrych polskich zespołów (warunek: musiałyby takie istnieć), muszę szukać muzycznego ukojenia daleko poza granicami kraju. No, na szczęście nikt nie skazuje mnie na Papuę Nową Gwineę (chociaż... może mają tam jakiś ciekawy folk? ;)). Wystarczy, że przeniosę się kilkaset kilometrów na północ. Wystarczy, że sprawdzę ofertę tylko jednej Wytwórni i już jestem ukontentowana. Ich reprezentantami są właśnie The Mary Onettes.
Minęło sześć lat od założenia zespołu nim ów kwartet wydał swoją pierwszą płytę. Krążek self-titled to 40-minutowy hołd złożony szeroko pojętej muzyce lat '80 (piszą to w każdej recenzji, chciałam być oryginalna, ale w sumie nie da się o tym nie wspomnieć). Wokalista brzmi jak pogodniejsza wersja Roberta Smitha. Piosenki mają w sobie ducha The Cure, Joy Division, New Order, Jesus & The Mary Chain. Perkusja jakby gdzieś zimnofalowym echem z oddali, gitara mocno dotrzymuje jej towarzystwa. I grają klawisze! O tak, ja lubię klawisze. Komu taki duch odpowiada, niech sięga jak najprędzej. Najmocniejsze punkty całej płyty to "Void", "The Laughter", "Under the Guillotine", "Still"... i moje ukochane "Lost". Pierwszy singiel, utwór wiodący w moich lastefemowych statystykach i jedna z ulubionych piosnenek tak w ogóle. Płyta jako całokształt już niestety tak nie poraża. Ale wszystkie dziesięć kompozycji z albumu, choć są raczej w nostalgicznym i melancholijnym klimacie, mają potencjał przebojowy. Przyznam się, że sama rzadko wracam do całego albumu, z wyjątkiem wyżej wymienionych kawałków. U większości z Was będzie najprawdopodobniej tak samo, ale na pewno złapiecie się na tym, że pewnego dnia podczas zwykłych codziennych czynności zapragniecie potupać nóżką do "Lost" i zaśpiewać razem z wokalistą If I could dream away....
Klimatycznym dopełnieniem okładki albumu są okładki do dwóch singli: "Void" i "Lost":



Ściągnij: http://rapidshare.com/files/61076574/The_Mary_Onettes_-_The_Mary_Onettes__2007_.zip.html
Kup: http://www.amazon.com/Mary-Onettes/dp/B000P1KOZ0
4 komentarze:
Marionetki.:) Skomentuję jak ściągnę.
Trochę za bardzo starają się być jak The Cure chyba. Smithsami też ciut zalatuje. Przyjemne, ale za bardzo wtórne moim zdaniem.
No wtórne, ostrzegałam :) Ale jak już przesłucha się całą dyskografię wyżej wymienionych zespołów i ma się ochotę na coś w podobnym klimacie to to jest jak znalazł.
spoko album, faktycznie zalatuje klimatami zimnej fali, ale mi to nie przeszkadza...i lost super kawałek
Prześlij komentarz